Fizjoterapia – specjaliści ramię w ramię

//Fizjoterapia – specjaliści ramię w ramię

Myśląc o pracy fizjoterapeuty czy rehabilitanta, niemal zawsze wyobrażamy go sobie w towarzystwie jego podopiecznego. Wspólnie pracują nad powrotem do zdrowia. Jest jednak jeszcze jeden element tego układu: osoba odpowiedzialna za ergonomię, wygodę i kształt przyrządów do terapii. To projektant produktu.

Fizjoterapia - ramię w ramię

 

Jestem pełna podziwu dla fizjoterapeutów i rehabilitantów. Ich wysiłek oraz zaangażowanie na rzecz pomocy chorej osobie przynosi wspaniałe rezultaty. Ale mój szacunek wynika też z tego, że wiem, jak ciężka jest ich praca. Jako projektantka miałam niejednokrotnie przyjemność z nimi współpracować. W tym tekście chciałabym podzielić się swoimi doświadczeniami, by pokazać, jak wiele dobrego może wyniknąć z połączenia obu światów: fizjoterapii oraz designu.

Ale… po co?

Tak może brzmieć pierwsze pytanie fizjoterapeuty bądź rehabilitanta na myśl o współpracy z projektantem produktu. Odpowiedź przychodzi równie szybko: dla zdrowia pacjenta. Kombinacja praktycznej wiedzy oraz pomysłów specjalisty z umiejętnościami i narzędziami designera może przynieść rozwiązania przechodzące wszelkie oczekiwania. Najczęściej fizjoterapeuta mierzy się z jakimś wyzwaniem: dostrzega w swojej pracy problem, który utrudnia lub wręcz uniemożliwia poprawę stanu zdrowia pacjenta. Może też w swojej codziennej praktyce borykać się z niedoskonale zaprojektowanymi sprzętami, które zainspirują go do poszukiwania ulepszeń. W jego głowie w końcu świta pomysł na genialne rozwiązanie, rozwiązujące uporczywy kłopot.

I w tym momencie do akcji powinien wkroczyć designer, który będzie wiedział, jak zmaterializować ów pomysł i wdrożyć go w życie. Pozwalają na to jego umiejętności, znajomość odpowiednich narzędzi i oprogramowania, a także wiedza na temat właściwości poszczególnych materiałów, z których wytwarzane są poszczególne produkty. Mówiąc obrazowo, fizjoterapeuta doskonale wie, dokąd chce trafić. Może dostać się tam na wiele sposobów: na piechotę, rowerem czy samochodem. Projektant jako jedyny jest w stanie zabrać go na miejsce w najszybszy i najwygodniejszy sposób: luksusowym wyczarterowanym samolotem.

Spotkanie fizjoterapeuty i designera jest więc nie tylko niezbędne do rozwiązania problemu. To także logiczne oraz racjonalne połączenie sił specjalistów w słusznym celu.

A jak to wygląda?

Kolejne z nasuwających się pytań: jak przebiega współpraca fizjoterapeuty z projektantem? Jak dobrze wiadomo, wszystko zaczyna się od wzajemnego zaufania. Każda ze stron musi mieć ufność w wiedzę, umiejętności oraz dobrą wolę swojego partnera. Są to fundamenty, na których budowane będą dalsze działania. Pozostając przy budowlanym nazewnictwie, pamiętajmy o spoiwie, czyli regularnej komunikacji: wymianie myśli, burzy mózgów, dyskusjach.

Robot Luna hds 3

Robot Luna hds 3

Pierwszym rezultatem takich rozmów powinno być określenie celu, który ma zostać osiągnięty wspólnymi siłami. Może on przybrać bardzo konkretny charakter („ulepszenie narzędzia poprzez rozbudowę go o dodatkowy moduł do treningu elektromiograficznego”) lub bardziej ogólny („usprawnienie procesu rehabilitacji neurologicznej pacjentów z dysfunkcją chodu”). W dużej mierze ostateczny cel zależy od fizjoterapeuty, który w tym tandemie najlepiej będzie orientował się, do czego należy dążyć. Projektantowi przypada nieco niewdzięczna rola. Niejednokrotnie musi on weryfikować śmiałe pomysły i modyfikować je tak, aby były one możliwe do wdrożenia oraz aby nie kosztowały fortuny. Wiedza designera o właściwościach poszczególnych materiałów oraz możliwości ich zastosowania jest na tym etapie dosłownie bezcenna. Pozwala na realne oszczędności. Przy ograniczonym budżecie ma to ogromne znaczenie.

Zanim designer przystąpi do praktycznych prac, bardzo pożądane jest, aby fizjoterapeuta zaprosił go do swojego świata. Projektując robota Luna EMG, uczestniczyłam w zajęciach terapeutycznych. Przyglądałam się uważnie, jak pracują rehabilitanci, zadawałam pytania odnośnie poszczególnych czynności i starałam się dostrzec niedociągnięcia, które utrudniają ich wykonywanie. Równie wielką uwagę poświęcałam zachowaniom oraz reakcjom pacjentów. To przecież dla nich ma powstać finalne rozwiązanie. Dlatego też sama chciałam postawić się w ich sytuacji i spojrzeć na proces rehabilitacji z ich punktu widzenia. Korzystałam więc z rehabilitacyjnych przyrządów i poddawałam się określonym zabiegom. A także dużo rozmawiałam, dopytując również o oczekiwania oraz opinie osób ćwiczących.

I co dalej?

Po wymianie informacji, zdobyciu praktycznych doświadczeń oraz poznaniu opinii wszystkich zainteresowanych środowisk, czas przejść do projektowania. Nie oznacza to, że kończy się etap rozmów i ciągłej komunikacji. Wręcz przeciwnie: kontakty muszą być równie częste. Zawsze trzymałam się tej zasady i efekty były pozytywne. Na bieżąco udostępniałam współpracującym ze mną fizjoterapeutom rezultaty swoich działań. Zgłaszane przez nich uwagi służyły głównie drobnym, acz istotnym korektom, np. kątowi nachylenia ramienia robota czy też zakres regulacji jego wysokości. Dzięki takim konsultacjom na tym etapie, rozbudowaliśmy Lunę EMG o gry komputerowe, z których korzystanie ułatwia przebieg rehabilitacyjnych zabiegów.

Koniec końców, efektem tych konsultacji powinien być prototyp. Gdy wspólnie z rehabilitantami stwierdziliśmy, że pierwszy model Luny EMG jest bezpieczny w użytkowaniu, oddaliśmy go pacjentom do testów. Była ta swoista weryfikacja naszej pracy. Nie obawialiśmy się jej jednak – raczej z niecierpliwością oczekiwaliśmy na opinie przyszłych użytkowników. Zachęcam do takiej konfrontacji: pozwala ona na wyeliminowanie pominiętych niedoskonałości i zbliżenie się do pożądanego ideału produktu. W wypadku Luny EMG proces intensywnego testowania zakończyliśmy dopiero wtedy, gdy uznaliśmy, że prowadzona przy jej wykorzystaniu rehabilitacja przynosi pozytywne rezultaty.

Warto czy nie warto?

Mogę szczerze odpowiedzieć: warto. Jestem pewna, że podobnego zdania są współpracujący ze mną przy Lunie EMG eksperci. Połączenie sił rehabilitanta oraz projektanta sprawia, że finalny produkt jest zarówno innowacyjny, jak i ergonomiczny. Staje się dużym ułatwieniem, które jednak dużo nie kosztuje. I co najważniejsze, w pełni odpowiada na potrzeby obu grup docelowych: zarówno specjalistów, jak i pacjentów. W wypadku Luny EMG efekt naszych wspólnych starań został dostrzeżony także przez jurorów prestiżowego konkursu Śląska Rzecz 2015. Robot zdobył nagrodę za „innowacyjność robota polegającą na umożliwieniu pacjentowi korzystania z gier komputerowych w trakcie rehabilitacji. Podkreślono także intuicyjną obsługę, łatwość przemieszczania oraz ergonomiczną obudowę.”

Autor: Jadwiga Husarska

Autor: | 2017-04-25T16:51:55+00:00 07 Listopad, 2016|Kategorie: Ciekawostki|Tagi: , , , |0 komentarzy

Zostaw komentarz